piątek, 7 lipca 2017

Miłość to wolność czy ograniczenia ?

Dla mnie miłość to jednak wolność, dla Agi miłość to ograniczenia. Piszę „jednak” bo długo nad tym myślałam. Zadałam pytanie na grupie dyskusyjnej w internecie i wiele odpowiedzi bardzo mnie zaskoczyło. Przeczytałam polecaną książkę „Psychologia miłości” Bogdana Wojciszke, który pisze że: miłość to intymność, namiętność i zaangażowanie.

Agnieszka czy nie jest tak, że miłość Cię ogranicza bo sama sobie te ograniczenia narzucasz ? Być może dla świętego spokoju być może aby uniknąć konfrontacji ?

Czytając odpowiedzi na grupie dyskusyjnej zdałam sobie sprawę, że to zależy co dla kogo oznacza wolność a co dla kogo jest ograniczeniem.

Dla mnie osobiście wolność to takie poczucie, że chcę a nie, że muszę, dla mnie wolność to prawo do swoich uczuć, myśli pragnień, marzeń, rozwoju.
Miłość dodaje skrzydeł i to właśnie miłość sprawia, że chcę a nie muszę. Ale miłość to również szacunek dla potrzeb i odpowiedzialność za uczucia partnera.

Jeżeli masz poczucie, że miłość Cię ogranicza to być może coś z tą miłością jest nie tak ?

Wiele osób uważa, że małżeństwo jest ograniczeniem, że dzieci są ograniczeniem.
Dla mnie dzieci to sama radość. Czy mnie ograniczają ? Nie! mogę z nimi cieszyć się życiem marzyć i się realizować, dzieci są moim spełnionym marzeniem, jak więc mogłyby mnie ograniczać.

Zauważyłam, że w naszym społeczeństwie poświęcenie i uległość traktuje się na równi z miłością. Zastanawiam się jednak czy to poświęcenie nie staje się z czasem źródłem rezygnacji i pretensji, które uśmiercają miłość. Natomiast wolność traktuje się jak zagrożenie dla związku, ale tak naprawdę czego się boisz ? Odrzucenia... ? Samotności....? Być może nie wierzysz, że można Cię pokochać taką jaka jesteś.

Co chcesz przekazać swoim dzieciom ? Że miłość to poświęcenie, że miłość to uległość ? Że miłość to ograniczenia ? A jak się będziesz czuła patrząc na swoją uległą i poświęcającą się córkę ?
Czy nie lepiej pokazać dzieciom, że warto się postarać, że warto kochać i żyć pełnią życia, że wrto gonić marzenia ?

Jeśli Ciebie dzieci ograniczają to zastanów się czy nie traktujesz ich przypadkiem jak wymówki, aby nic nie robić dla siebie.

Miłość to wolność czy ograniczenia ? Uważam, że miłość to wolność,że miłość to wybór natomiast ograniczenia biorą się z lęku.

Szczególnie bliskie są mi słowa Reginy Breet „...miłość jest wyborem. To decyzja, którą podejmujesz każdego dnia . Postanawiasz kogoś pokochać a potem kierujesz się tą miłością minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu....


piątek, 12 maja 2017

Rozważania Agnieszki

Z ogromną przyjemnością publikuję rozważania, Agnieszki na temat: samotności, związku, wirtualnych znajomości. 
Życzę miłej lektury :) 

"Samotność jest częścią naszego życia, choć wszyscy jej się boją, starsi młodsi, małe dzieci, ludzie przed końcem życia, Ja też, choć czasem myślę że chciałabym mieć trochę spokoju, ale jak długo? Tydzień? Dwa? Miesiąc? pół roku? Rok? Dwa? Ale wiem że prędzej czy później to uczucie pustki do człowieka dojdzie i wtedy co? Do mnie pewnie tęż!  I co wtedy? Gdzie szukać ratunku? Przyjaciela? U dzieci już pewnie dorosłych?  Możliwe że dopiero wtedy jest żal za to jakim się było lub nie było? Kobiety i mężczyźni łącza się w pary z nadzieją że na całe życie, ale nie zawsze to wychodzi? Trzeba zrobić rachunek życia! Co jest ważne? Dzieci? Dom?mąż ?partner? Czy ja? Miłość? Szczerość? Zasady? Trzeba obmyślić plan swojego życia, nie jest to łatwe? Rozstać się z kimś z kim się żyło przez lata! Zdarza się że pojawia się śmierć, wtedy nie ma wyboru, trzeba przeżyć żałobie psychiczną fizyczną i znowu przekalkulować co robić. Natomiast jeżeli chodzi o rozstanie lub rozwód, ja tak uważam że trzeba się tak nagiąć nawet wbrew sobie żeby jak najmniej ludzi skrzywdzić, czyt. dzieci, rodzina. Samotność samotnością,ale portale randkowe są po prostu przepełnione, fora czaty pękają w szwach,Kobiety szukają mężczyzn lub nie, mężczyźni również kobiet lub mężczyzn, taką mamy wolność...
Mam konto od paru miesięcy tui tam i szukam „przyjaciela” ale wychodzi to fatalnie, bo jak z kimś pisałam przez parę miesięcy to potem wychodzi tak że już nie jest zainteresowany, bo wybrał inną lub już nie szuka, przeszło mu, cudowne uzdrowienie!To po co to pisanie? Żałosne, jeżeli ma nie prowadzić do niczego.Albo po prostu nie warto angażować się w nic! Ale być jak pustak, przecież każdy ma jakieś emocje?
Tak to jest właśnie jest z facetami...najpierw chcą pisać, komplementują, piszą że piękna że serce zabiło, że chcą się spotkać, a jak dochodzi co do czego...wieją. Już kolejny raz mam taką sytuacje, bezsensu,co z tego mają? Przyjemność piania? Poznawania? A potem co? Nie rozumiem tego zupełnie. Fora! Czaty Portale randkowe, jedno wielkie targowisko, faceci szukają łatwych lasek do zaliczenia, dzieciaki opiekunek starszych i sponsorek do łóżka inni faceci przygody w łóżku może na dłużej...ale nie za długo żeby się żona nie zorientowała! Wszyscy faceci piszą że szukają kobiety do stałego  związku, wszystkich nie interesuje przygoda a wystarczy ich lub nawet nie, trochę nakierować na sprawy łóżkowe i sexu, to wychodzi że kocha sex, a nie ma kobiety... to trzeba się liczyć z pewnymi rzeczami nawet pisząc z takim panem. Jest też pewnie jakaś mała grupa w miarę normalnych panów, którzy są wartościowymi ludźmi i takiej też kobiety szukają...Ale jak to ocenić po paru zdaniach,albo tylko po zdjęciu...Trzeba trochę poznać człowieka, a napisać można wszystko, co też może być dwojako odebrane...Jak znaleźć wartościowego mężczyznę ? Wiem że to jest problem wielu kobiet, i mężczyzn pewnie też, jeżeli ma się jakiś bagaż życiowy za sobą, to jest bardzo trudne, kiedy jest były? Mąż? Lub nie mąż? Są dzieci? Jest rodzina! Jest dom? Jest środowisko w którym się żyje, praca! Obowiązki, szkoła! Jeżeli dokonamy złego wyboru za młodu, wiążąc się z niewłaściwą osobą, to potem jest duży problem ma resztę życia. Nawet jeżeli jest miłość! a w większości związkach była,ale kiedy para nie dbała nie pielęgnowała uczucia, miłość mija, wypala się a zostaje zobowiązanie i przyzwyczajenie.
W dorosłym życiu trudno dokonać diametralnych zmian nie krzywdząc kogoś. Chyba że jedna osoba w związku jest zdesperowana i nie widzi dalszego sensu bycia razem, są poważne powody rozpadu związku, alkohol, zdrada, bicie, znęcanie fizyczne i od niedawna psychiczne też...jest gorsza od fizycznej, powoduje stany lękowe, niepewność w swoje możliwości, ogólne rozbicie, i niską samoocenę. Kończąc mój wywód zastanawiam się czy internet ma sens? Tzn szukanie kogoś obcego ze świata wirtualnego żeby się stał bliski w świecie realnym?Internet stwarza większe możliwości, dostępne od zaraz ale jednak liczy się świat realny, bo to w nim jesteśmy osadzeni.Dość zanegowałam portale randkowe, ale jednak wyjątki potwierdzają regułę, znam osobiście parę związków wirtualnych realnie szczęśliwych.



Agar "

wtorek, 25 kwietnia 2017

Troska czy kontrola ?

Zostałam obdarowana artykułem :) Agaty Domańskiej "Jak nauczyć się odpuszczać ?" .
Strasznie jestem ciekawa co o nim myślicie, koniecznie przeczytajcie komentarze pod artykułem, są....boskie (zabrakło mi odpowiedniego słowa) W każdym razie czytając je nieźle się ubawiłam oraz zdałam sobie sprawę jak różne mamy podejście do życia.

np.

"o nie! Takich bredni to jeszcze nie słyszałem! Ten tekst z pewnością napisała kobieta. Wasi faceci po prostu nie mają przysłowiowych jaj..."

albo

"Gdzie Wy tego się uczycie. Poza małymi wyjątkami mąż ma w związku tyle do gadania ile mu żona pozwoli. Reszta to opowieści dziwnej treści"

Nie będę zbytnio się ustosunkowywać do tego artykułu ciekawa raczej jestem co Wy myślicie na ten temat, i jak jest u Was z tą zapobiegliwością, kontrolą i odpuszczaniem ?

Fajną fotkę dostałam na FB z tekstem "Okna nie umyte a święta i tak się odbędą :)"

Idziemy przez życie z takim plecakiem pełnym przekonań, pomyśl czy aby nie ciąży Ci on zbytnio ? Zdejmij go na chwilę z pleców i zajrzyj do środka, uporządkuj go, wyrzuć przekonania, które nie są Twoje i w dodatku utrudniają Ci życie. Pomyśl co Ci wmówili nauczyciele w szkole, co dołożyła mama, co dostałaś od babci, cioci innych znaczących osób, czy to jest jeszcze aktualne, czy na pewno chcesz z tym iść przez życie ? Czy na pewno chcesz to  dźwigać? Ile razy słyszałaś, że.... "kobieta powinna...  żona powinna...  mama powinna....bądź nie powinna" Pytanie kto od Ciebie tego oczekuje ? Być może tylko Ty sama ?

Lubię tak pytaniami :) Więc pytajmy siebie dalej.

Skąd się bierze potrzeba zarządzania czyimś życiem ?
Czy kontrolując czujesz się lepsza ?
To jest oczywiste, że chcemy dla naszych bliskich jak najlepiej, tylko dlaczego lekceważymy ich punkt widzenia ?
Dlaczego pomagamy kiedy nie oczekuje się od nas pomocy ?
Skąd przekonanie, że wiesz co jest dla kogoś lepsze ?
Chcesz pomóc komuś czy sobie ?
Dlaczego krzywo przypięty rzep od pampersa ma aż takie znaczenie ? To pytanie do Ani.
Ania narzeka, że partner nie angażuje się w opiekę nad niemowlakiem ale przecież Ania zrobi wszystko lepiej....
Czy nie jest tak, że wytykasz komuś błędy i tym samym zmuszasz go do przyjęcia pomocy ?
Czy masz poczucie, że Ty to zrobisz lepiej, szybciej ?
Czy wszystko musi być perfekcyjne ?

Być może warto zadać sobie też pytanie, czy mam kontrolę nad własnym życiem?

Jeszcze coś mi chodzi po głowie. Natchnęła mnie ciocia, która przyjechała do nas z wizytą. Ciocia martwi się...myślę, że jak powiem, że o wszystko to naprawdę nie przesadzę. W pierwszym odruchu to martwienie się kojarzy mi się z miłością ale zaraz po tym nasuwają mi się wątpliwości. Bo czy mówiąc "Ja się o Ciebie martwię" nie mówimy tym samym "Ja nie wierzę, że sobie poradzisz", "Uważam, że nie jesteś wystarczająco dobry" ? Czy na pewno chcemy w ten sposób okazywać swoją miłość ?
Ciocia w moim odczuciu martwi się bo tak ma, martwi się na zapas i odruchowo.
Dobrze...przyznaję.... też tak czasem mam, szczególnie jeżeli chodzi o dzieci. Ale...Staram się w  to zamartwianie wcisnąć świadomość, wtedy pytam siebie "Patrycja po co to robisz?" Po co się martwię ? Znacie odpowiedź ? Strach....myślę, że strach  jest powodem. Być może mamy złe doświadczenia....nie wiem w każdym razie można z tym strachem pogadać :) można mu  powiedzieć "strachu, beboku przesadzasz" :) można się zastanowić nad realnymi zagrożeniami. To zawsze my decydujemy, mogę albo puszczać sobie film co złego może się stać albo mogę porostu być dobrej myśli. Zamiast zamartwiać się o kogoś można zwyczajnie zapytać  "Jak mogę Ci pomóc?"

Z moich obserwacji wynika, że łatwo przekroczyć granicę troski, kontroli i zamartwiania się  w relacjach z dziećmi. Często jak odbieram córeczkę z przedszkola jestem świadkiem przesłuchania, co było na obiad ? a wszystko zjadłaś ? na pewno ? a mięsko ? całe zjadłaś ? Nasuwa mi się pytanie dlaczego przymuszamy dzieci by wszystko zjadły ?

Kidy mój syn chodził do zerówki zaczepiła mnie babcia jednego z kolegów.
- Pani Dawid jest taki samodzielny, wpada do szatni sam się przebierze zanim pani zdąży przyjść, będę musiała mojego Krzysia też tego nauczyć, właściwie to umie się ubrać tylko z guzikami ma problem.
Więc ja pytam:
- A klocki składa ?
- Tak, to uwielbia.
- Te małe klocki lego ?
- Tak.
- Składa klocki a guzika nie potrafi zapiąć ?
- Ach...bo pani jest taka nowoczesna mama. - Usłyszałam :)
Dlaczego dziecku pomagamy w ubieraniu czy aby na pewno dla tego, że tego potrzebuje ? Myślę, że częściej po prostu brakuje nam dorosłym cierpliwości, dlatego, że ciągle się śpieszymy i że mamy poczucie że zrobimy to lepiej i szybciej. Pozwólmy dzieciom na ich własne tempo, pozwólmy im przekonać się o ich własnej skuteczności, pozwólmy odnieść sukces.
Dlaczego nam dorosłym wydaje się, że wybór dziecka jest gorszy tylko dlatego, że jest inny od naszego ?
Czy  dziewczynka naprawdę na balu przebierańców musi być księżniczką albo wróżką, kiedy ona chce być supermenem ?
Nie chciałabym być źle zrozumiana nie uważam, że dzieci powinny mieć nieograniczoną wolność i swobodę ale uważam, że powinniśmy dać dzieciom możliwość wyboru, możliwość podejmowania prawdziwych decyzji i możliwość popełniania błędów.

Dostałam ostatnio sms-a od Pani wychowawczyni mojego syna o treści "Zadania domowe są podawane na librusie" (to taki dziennik elektroniczny) domyśliłam się że Dawid nie odrobił lekcji. Grzecznie odpisałam "Dziękuję za informacje ale mój syn ma 11 lat i wolałabym aby sam pilnował swoich zadań domowych" Chciałabym na ile to możliwe aby moje dzieci mogły doświadczać życia i ponosić naturalne konsekwencje.
Troszkę się mijamy w tym wychowaniu z moim mężem, on chciałby aby dzieci były posłuszne i przyjmowały argument "nie bo nie" a ja chciałabym aby miały świadomość, że posłuszeństwo nie zwalnia ich z myślenia.

Trochę zeszłam z tematu :) Chciałam tylko powiedzieć, że w relacjach z dziećmi też można sobie trochę odpuścić i nie trzeba wszystkiego kontrolować.

Miłość,zaangażowanie, zapobiegliwość, troska, zamartwianie czy kontrola ? W trakcie pisania odwiedziła mnie Agnieszka, kiedy dopijałyśmy kawusię, mówię:
-Myślę, że z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że MIŁOŚĆ = WOLNOŚĆ
Agnieszka spoważniała, spojrzała na mnie i powiedziała:
-Ja myślę, że miłość to ograniczenia.

Yyy....i znów mam temat do rozważań, temat na kolejny post "Miłość to wolność czy ograniczenia?" Pogadam jeszcze o tym z Agą bo bardzo mnie interesuje dlaczego tak myśli.

Ciekawi mnie co Wy o tym myślicie, i ciekawi mnie co myśli Kasia, nie zdążyłyśmy o tym pogadać, z niecierpliwością czekam na kubeł zimnej wody :))





Użyta fotografia pochodzi ze strony pixabay.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Co z tą miłością zrobić ?

Miłość była sensem, radością, zwariowaniem, tęsknotą, zapachem, spokojem, tajemnicą. Miłość sprawiła, że chciałam być lepszym człowiekiem, być może przesadziłam, być może nadłam słowu "troska" zbyt wielkie znaczenie. Magia czy bzdura ? Zostawię wspomnienia na swoim miejscu są piękne po co robić w nich zamieszanie. Dlaczego teraz o tym myślę ? Bo zatraciłam się w tej miłości tak, że straciłam świadomość samej siebie. Rozdzierają mnie dwie sprzeczne emocje i zbyt długo to trwa a łzy nie odpowiedzą mi na pytanie, gdzie popełniłam błąd. Co mnie powstrzymuje, rozum czy serce by przejrzeć na oczy, by zobaczyć prawdę ?
Spadam, nie mogę już wrócić tam gdzie byłam, nie mogę się zatrzymać, nie mam siły kiwnąć palcem, mogę tylko czekać, aż spadnę na dno a moja miłość rozsypie się na kawałki a wtedy zostanie mi tylko podziękować i pożegnać się.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Spokojny poranek zwiększa szansę na udany dzień.

Nie przesuwaj drzemki w nieskończoność!

Wstając wcześniej znajdziesz czas by sprawić sobie przyjemność, wiem, wiem, dla mnie też przyjemnością jest tulić podusię 5 minut dłużej. Tylko ta przyjemność nie doda Ci energii na resztę dnia, wręcz przeciwnie przesuwanie drzemki w nieskończoność spowoduje, że wstaniesz z napięciem, pośpiechem i pytaniem czy uda Ci się wyjść na czas.
Jeżeli wstajesz na ostatnią chwilę, spróbuj raz wstać wcześniej, a nie będziesz musiała gonić dnia. Zafunduj sobie trochę relaksu pod prysznicem, obudź się i poczuj jak rozluźniają się Twoje mięśnie, zauważ jaką przyjemność daje prysznic, zasmakuj i zarejestruj a kiedy w ciągu dnia złapie Cię stres przypomnij sobie to uczucie. Wstałaś wcześniej więc masz czas w spokoju, przy ulubionej muzyce przygotować sobie i zjeść śniadanie. Poruszaj się trochę, jeśli nie lubisz ćwiczyć potańcz. Zdążysz jeszcze wypić aromatyczną kawę i sięgnąć na nasz Klan Czarownic po odrobinę inspiracji, motywacji i dobrego humoru :) Dzień zaczęty  w ten sposób musi być udany.
Jeżeli jednak nie uda Ci się wstać wcześniej:
Patrycja: - Kasiu jestem zła, znów wstałam za późno i nie mogę z niczym zdążyć.
Kasia: - Poco się denerwujesz, już i tak dzisiaj wcześniej nie wstaniesz.
Patrycja: -"Już i tak dzisiaj wcześniej nie wstanę" - muszę to zanotować :)

Kobiecość to stan ducha.

To miał być inny wpis :) miało być o granicy między troską a kontrolą. Zaczęłam  rozmyślać o trosce, takiej typowej dla nas kobiet. Słowo KOBIECOŚĆ wywołało w mojej głowie lawinę myśli. Przypomniała mi się Agnieszka, która powiedziała, że nie jest kobieca....:(
Ale właściwie co się kryje pod słowem KOBIECOŚĆ ?
Pierwszym moim skojarzeniem była subtelność, jednak nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać.

Kobiecość ma wiele twarzy, różne oblicza i wiele znaczeń, każdy postrzega kobiecość inaczej. Pojęcia Kobiecości nie da się zamknąć w żadne ramy, to nie rola społeczna jak się niektórym wydaje. Bo kobieta powinna...( jeśli czytałaś moje wcześniejsze wpisy to wiesz ... :)))
Kobiecość to delikatność, dziewczęca młodość i witalność, to wrażliwość, która pozwala spojrzeć z empatią na drugiego człowieka. Kobiecość to kruchość i siła, to matczyne ciepło i troska, kobiecość to dojrzałość trzydziestolatki to pewność siebie i doświadczenie po pięćdziesiątce, to białe włosy i mądrość mojej babci. Kobiecość nie ma wieku ani kilogramów, to niepowtarzalny sposób bycia, to stan ducha.

Wracając do Agnieszki, czy kobieta może nie być kobieca ? Nie sądzę, myślę że może tylko nie czuć się kobieca. Kochane moje kobitki, mamy, córki, babcie, dziewczyny, sąsiadki czarownice życzę wam abyście co dnia odkrywały w sobie swoją kobiecość i były jej świadome.




poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Jak Siebie widzisz ?

Jak siebie widzisz, czyli  trochę o poczuciu własnej wartości.
Wpadł mi w ręce ciekawy artykuł i stąd te rozważania, artykuł jest napisany dość trudnym jak dla mnie językiem jednak i tak zmusił mnie do refleksji, do zadania sobie kilku pytań.
Poczucie własnej wartości, nie znam definicji ale za to dobrze znam tą ciekawość, która każe mi drążyć temat :)
Zapytałam więc na forum, słuchajcie:
Jak myślicie ? Poczucie własnej wartości, co to takiego ? Oto odpowiedzi:
- To...postrzeganie siebie,
- to docenianie się,
- to stosunek do samego siebie,
- to myśli i zachowanie wobec siebie,
- to jak siebie oceniasz na tle innych.
Myślę, że to wszystko prawda, że tu nie ma dobrych i złych odpowiedzi...
Uff....Trudny temat posta sobie wybrałam....wiele chaotycznych myśli przemyka teraz przez moją głowę, Kaśka z pewnością by mi powiedziała, bym poukładała to wszystko na swoich półkach w głowie :) Kasiu od razu Ci odpowiem, że problem polega na tym że mam więcej myśli niż półek.

Poczucie własnej wartości, co to takiego ?  
Co dla Ciebie oznacza poczucie własnej wartości ? Co dla mnie oznacza poczucie własnej wartości ?

Hmmm.....to tylko moje rozważania, takie moje prawdy na dziś....na tą chwilę. Zarówno prywatnie jak i w mojej pracy zawodowej, spotykam kobiety, które często z przeróżnych względów czują się gorzej. Spotykam piękne kobiety, które z powodu kilku dodatkowych kilogramów nie czują się atrakcyjne, kobiece... Spotykam mamy, które są zdołowane bo jak twierdzą "siedzą" w domu z dziećmi a ich koleżanki też mają dzieci i pracują...Ja z kolei kiedy pracowałam w korporacji jak moja córeczka była malutka miałam wrażenie, że tracę coś bardzo cennego, coś czego nie da się nadrobić było to dla mnie bardzo dołujące. Tak nam się wmawia różne rzeczy, że powinnyśmy.....jeśli myślisz, że coś powinnaś to odeślę Cię do Kasi, a ona Ci zaraz powie "A gdzie to jest napisane?" Zastanów się czego chcesz a nie co powinnaś, lepiej jest chcieć lub nie chcieć niż musieć.
Uważam, że bardzo ważna jest akceptacja, akceptując siebie akceptujemy innych ludzi takimi jakimi są.
Akceptacja nie oznacza jednak bierności, oznacza świadomość swoich zalet i wad. Mam wielki problem z organizacją, akceptuję to ale to wcale nie znaczy, że mam to w nosie, że powiem sobie taka jestem i już. Nie. Poniekąd utrudnia mi to życie i mam świadomość, że innym to też może przeszkadzać. Akceptuję że mam taki problem, nie staram się go ukryć, tylko staram się z nim coś zrobić, nie wyszło mi wiele razy :) ale to nie znaczy, że jestem beznadziejna, to znaczy, że wyciągnęłam wiele wniosków, i wiem, że każda próba przybliża mnie do celu a każdy krok do przodu daje mi satysfakcję.
Pamiętaj, każdy ma zalety i wady, zatrzymaj się na chwilę i zastanów się jakie masz zalety, co w sobie lubisz, a co Ci przeszkadza ? 

Tylko pamiętaj aby to były Twoje przekonania, bo to że ktoś uważa, że coś powinnaś zmienić to wcale nie musi tak być. Ja na przykład łatwo się wzruszam, co irytuje mojego męża, który uważa , że jestem rozchwiana emocjonalnie, a ja to przyjęłam i często powstrzymywałam łzy, aż z pomocą Pani Psycholog odkryłam, że po prostu taka jestem i że mi to nie przeszkadza,wręcz przeciwnie. Że mężowi przeszkadza, no cóż.... to już jest jego problem.
Akceptuj siebie, popatrz w lustro i powiedz odbiciu w lustrze: "Akceptuję Ciebie taką jaka jesteś" Że co ? że będziesz się dziwnie czuła ? Dobre słowo pod swoim adresem jest dziwne ale kiedy siebie krytykujesz to już nie jest takie dziwne ?
No właśnie krytyka....Jak przyjmujesz krytykę, z ładunkiem emocjonalnym czy bez ?  Nie unikaj krytyki, wysłuchaj ze spokojem, zastanów się czy coś w tym jest, jeżeli tak to wynieś z niej coś konstruktywnego dla siebie, jeżeli nie to po prostu powiedz że masz inne zdanie na ten temat.
Krytykę można przyjąć lub odrzucić, nie trzeba jej unikać ale nie ma też potrzeby nikomu niczego tłumaczyć. Unikając krytyki nie będziesz w stanie swobodnie wyrazić siebie.
Nasuwa mi się tu jeszcze kilka pytań nie będę ich roztrząsać ale myślę, że warto je sobie zadać:
Czy potrzebujesz innych by mówili Ci jaka jesteś wspaniała, jak bardzo  potrzebujesz ich akceptacji i pochwał ? Czy potrafisz przyjmować komplementy ? Czy ufasz ludziom ? Uśmiecham się teraz bo przypomniały mi się słowa Pani Psycholog: "Pani Patrycjo proszę zdać sobie sprawę z tego, że są na świecie osoby, które mają złe intencje, bo pani to musi dzieciom przekazać" :)  Z całą pewnością ufam ludziom :) i z całą pewnością dobrze mi z tym. Czasami jednak mam problem z tym aby kogoś nie oceniać, myślę sobie wtedy, że widzę tylko fragment, kadr, że pozory mylą, że nie wiem co tego człowieka w życiu spotkało.
Trochę odbiegłam od tematu. Zadajmy sobie kolejne pytania.
Jaka jestem ?
Jaka chciałabym być ?
Jak siebie traktuję ?
Na którym miejscu siebie stawiam? (Kasia, pyta jakie są miejsca ? uwielbiam ją za to, ona ma niezwykłą umiejętność ściągania mnie na ziemię :)
Czy uważasz, że zasługujesz na miłość, przyjaźń, szacunek, troskę ?
Czy masz poczucie, że dasz radę ?

Przyjrzyj się sobie, obserwuj,  miej własne zdanie i obroń je, pamiętaj, że nie musisz nikomu tłumaczyć dlaczego myślisz tak a nie inaczej. Podejmuj decyzje i daj sobie prawo do popełniania błędów, jeśli coś nie wyjdzie zamiast.... (teraz ja mówię Kasi "tak kopnij się jeszcze w dupę") no właśnie zamiast sobie dokopać na dokładkę doradź sobie tak jak doradziłabyś swojej najlepszej przyjaciółce, przyjaciółce wybaczasz, wspierasz, radzisz, współczujesz. Bądź dla siebie najlepszą przyjaciółką.
Niczego nie zakładaj, albo załóż tylko to, że możesz się mylić, bądź gotowa do zmiany swoich przekonań i poglądów, przyjrzyj się im, zastanów się czy są Twoje i czy są jeszcze aktualne.
Przypisuj sobie sprawstwo, nie mów udało mi się tylko dałam radę.
Zadbaj o swoje potrzeby, zatroszcz się o siebie, ćwicz swoją asertywność, postaw granice aby inni wiedzieli co jest dla Ciebie ok a co nie. Ufaj swojej intuicji, doceniaj siebie, nie porównuj się z innymi, nie doskoczysz do cudzej poprzeczki. To jak się ze sobą czujesz ma  wpływ na wszystkie aspekty Twojego życia. Pamiętaj, przede wszystkim jesteś NIEPOWTARZALNA! Jak pisze Regina Brett "Po prostu pokochaj swoje pokaleczone, złamane serce i uwierz w jego siłę"





piątek, 7 kwietnia 2017

To ty decydujesz jaki masz dzień.

To Ty decydujesz jaki masz dzień.

Można tak: Zaspałam, już jestem zła, nie zdążę umyć włosów, nie cierpię wychodzić z domu z nieumytymi włosami. Rozmazał mi się tusz do rzęs przecież  to normalne jak się śpieszę, nie mogło być inaczej. Dzieci jak zwykle nie chcą robić tego o co je proszę, każde robi to co chce, jeszcze chwila i się spóźnimy. Samochód zgasną na środku skrzyżowania i nie chce jechać, pytam dlaczego mnie to dziś spotyka, co za pech, ledwo dojechałam do domu, tracę czas na przepakowanie rzeczy do drugiego auta, jestem zła na maksa jeszcze Dawid pokazuje mi, że w oponę wbita jest śruba nie chcę tego teraz wiedzieć. Nie wierzę co za pech.  Co to za auto, nic w nim nie widać, i  w dodatku nie ma dokumentów, jadę tym autem jak za karę a jeszcze mąż ma do mnie pretensje, że wzięłam jego samochód bez pytania,  jakieś specjalne pozwolenie muszę mieć czy co ? Nawigacja nas kieruje jakoś nie w tą stronę, te wynalazki mają nam pomagać a tylko utrudniają życie. Parkingu oczywiście nie ma i  daleko, teraz musimy iść i moknąć. Na miejscu panuje chaos, pani źle mnie pokierowała i przez nią stałam nie do tej rejestracji, w końcu odnalazłam się w tym bajzlu i trafiłam do właściwej rejestracji a tu znowu schody jakby mogło być inaczej. Pani oznajmia że zepsuł się system, przez to znów stoimy w kolejce nic nie działa, nic nie wiadomo, na pewno już nas nie przyjmą. Szymon ryczy a Dawid gdzieś poszedł, zaraz wyjdę z siebie. W końcu podchodzimy do okienka, nie mamy kartoteki i pani nic nie wie bez systemu, pyta kiedy się zapisywaliśmy, skąd mam to wiedzieć, chyba w zeszłym roku. Pani przynosi cały stos skierowań i zaczyna szukać, co pół minuty ktoś podchodzi do okienka i jej przerywa, Szymon ucieka, co za dzień. "Czy na pewno przynieśliście skierowanie i zostało u nas ?" tak ! poszukiwań ciąg dalszy i dalszy i dalszy....Co za paskudny dzień, jak na złość Szymon ciągle ucieka. Wreszcie wyszliśmy trzeba wszystkim opowiedzieć jaki miałam pechowy i straszny poranek. Tylko po co ? Nie wiem, może po litość ?

Albo tak: Zaspałam, trudno teraz muszę się pośpieszyć, tusz się rozmazał, to nic zdarza się, dzieci łobuzują, dają mi dużo możliwości do ćwiczenia swojej cierpliwości. Samochód zgasnął na środku skrzyżowania, całe szczęście, że nic się nie stało i że jakoś dojechaliśmy pod dom i całe szczęście, że mam do dyspozycji męża samochód, może uda nam się zdążyć na czas. Nie mam dokumentów, trudno, wolę zaryzykować niż jechać tramwajem w tą pogodę. Mężowi nie podoba się, że nie spytałam go o zdanie biorąc jego auto, postaram się o tym pamiętać następnym razem.Nawigacja nas kieruje w przeciwnym kierunku ale nie jeździmy bezmyślnie więc szybko możemy zareagować i wpisać dobry adres. Problem z parkowaniem jest powszechny i nic na to nie poradzimy, ale widzę wolne miejsce.
- Mamo ale musimy iść taki kawał a pada i zmokniemy.
- Przecież nie jesteś z cukru :)
Wchodzimy jesteśmy trochę zdezorientowani ale pani w recepcji nas kieruje w odpowiednie miejsce, stoimy w kolejce i czekamy po dłuższej chwili okazuje się, że jesteśmy nie w tej poradni.
- Widzisz Dawid tak to jest jak się z góry zakłada, że się wie, mogliśmy się upewnić, a my po prostu widzieliśmy kolejkę i stanęliśmy w niej.
Szybko odnaleźliśmy właściwą poradnię i znów stanęliśmy w kolejce. Szymonek zaczyna się niecierpliwić ale to normalne bo ma tylko 2 latka, myślę że kanapka, którą spakowałam na jakiś czas pomoże :) Nie działa system a Dawid znikł mi z pola widzenia, pewnie zaraz wszystko się wyjaśni całe szczęście że Szymon jest grzeczny. Teraz nasza kolej, my jesteśmy pierwszy raz więc trzeba Dawidowi założyć kartotekę, system nie działa więc pani trudno jest ustalić cokolwiek, przychodzi z wielką stertą skierowań, po jakimś czasie pani pyta czy na pewno daliśmy skierowanie i szuka dalej co chwilę ktoś jej przeszkadza pytając o coś, albo mając o coś pretensje, cały ten chaos i zamieszanie powoduje, że zaczynam się denerwować tym bardziej, że teraz już trzymam pod pachą machającego rękami i nogami i krzyczącego Szymona. Pomyślałam, że z boku musi to bardzo komicznie wyglądać. Ta myśl mnie rozbawiła, spojrzałam na panią w rejestracji, nerwowo przerzucała skierowania z kupki na kupkę.
- Proszę się nie przejmować, poczekam, to nie Pani wina, że jest awaria systemu, przecież robi Pani co może. Po jeszcze kilku perypetiach i gonieniem Szymona po Centrum Zdrowia Dziecka wyszliśmy a na dworze świeciło słonko, odwróciłam twarz to słonka poczułam je  i pomyślałam "bosko"

To Ty decydujesz jaki będzie Twój dzień, czasami jest trudniejszy ale masz wybór możesz narzekać albo cieszyć się że nie jest gorzej, możesz albo uprzykrzać sobie i otoczeniu życie albo je ułatwiać, możesz uczyć swoje dziecko narzekać lub nawet w trudnych sytuacjach dostrzegać pozytywy. To Ty decydujesz :)

Nie masz wpływu na sytuacje, które Cię spotykają, nie masz wpływu na to co ktoś powie i jak się wobec Ciebie zachowa, ale masz wpływ na to co z tym zrobisz, jaką nadasz temu moc.






środa, 5 kwietnia 2017

Kiedy wreszcie nadejdzie poniedziałek ? Czyli jak zacząć...i skończyć....?


Niezwykle trudne pytania jak dla mnie szczególnie to drugie, z góry zaznaczam, że nie znam na nie odpowiedzi. Więc ten post to będą raczej rozważania niż rady :) Ale...sięgnęłam po wsparcie :)

 Postaram się je przeczytać po kolei a nie jak mam w zwyczaju, równocześnie :)  Ogłaszam, że dzisiaj w środę nastąpił mój poniedziałek, moje jutro. Znacie to ? Od poniedziałku, od jutra z Nowym Rokiem... itd. Postanawiam od dzisiaj zapanować nad dezorganizacją w mojej codzienności. Dodam, że nie robię tego po raz pierwszy. Organizacja i zarządzanie sobą w czasie, jest to dla mnie mega wyzwanie, próbowałam już kilka razy, cóż... nie wyszło, ale się nie zniechęcam :)  Wiem, że jeśli coś nie idzie po naszej myśli, to nie znaczy, że odnieśliśmy porażkę to raczej lekcja, z której powinniśmy wynieść co najważniejsze, pozbierać co fajne, otrzepać kolanka, wstać i z nową wiedzą próbować dalej. Tak ładnie wam tutaj piszę ale odnoszę wrażenie, że aby się  zorganizować  musiałabym sobie mózg przeszczepić :)
Próbowałam notować wszystkie czynności, które wykonuję w ciągu dnia aby odnaleźć tzw. pożeracze czasu, i co dnia moje zapiski kończą się o godzinie 12.00 dlaczego ? nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Staram się planować i oddzielić czynności pilne od ważnych, dlaczego więc wykonuję najpierw pilne a później ważne ? nie zam odpowiedzi na to pytanie. Staram się delegować zadania, dlaczego później tracę na nie podwójnie czas ? nie znam odpowiedzi na to pytanie. Oj mam jeszcze wiele pytań, mam nadzieję, że niebawem poznam odpowiedzi na większość z nich. A póki co trzymajcie kciuki i każda rada w komentarzu mile widziana :)

Kasia- Hymmmm no tak, również to znam gdyż mamy z Pati podobnie... zaczynamy i nie kończymy, coś trwa czasem parę dni, tydzień lub dwa a potem? Wszystko nam się rozpada jak domek z kart i czasem nawet nie wiemy dlaczego?!
Przypuszczam że jak większość sytuacji na które teraz reagujemy to wyniki naszego działania, naszych reakcji w dzieciństwie. Teraz kiedy jesteśmy dorośli staramy się coś zaczynać czy to ćwiczyć, czy dietę utrzymać, czy tak jak Pati czytać jedną książkę a nie wszystkie na raz ;)
Obiecujemy sobie że od jutra, od poniedziałku ale ciężko nam jest zacząć i pojawia się nagle milion innych rzeczy do zrobienia "wymówek"znam to oj i to bardzo, a kiedy już zacznę to trwa to właśnie przez krótki okres czasu... i tutaj pojawia się nagle rozczarowanie, frustracja itp. No tak... moja imienniczka Pani Kasia zadała mi pytania "Czy chciałabym prowadzić interes z osobą, która obiecuje coś i nie dotrzymuje słowa?"
"Czy zaufałabym komuś kto mówi jedno a robi drugie?"
Odpowiedz była oczywista... NIE! Wtedy zrozumiałam skąd we mnie po nie wykonanej obietnicy wobec siebie, rozczarowanie i frustracja a co za tym idzie brak wiary w siebie.
Próbowałam i próbowałam, zaczynać i trwać w postanowieniach, w obietnicach wobec siebie bo żeby oczekiwać od kogoś trzeba zacząć od siebie. Mój poniedziałek, moje jutro ( jeśli chodzi o ćwiczenia ;) ) tak na poważnie zaczęło się w ubiegły poniedziałek. Coś mnie przez week tknęło, dużo rozmyślałam i chyba ogarnęła mnie chęć wypełnienia "pustki" (jakiej? o tym w innym poście) w dodatku dostałam w prezencie taśmy trx do ćwiczenia a więc zaczęłam na max'a :) Dlaczego czasem nasze jutro trwa i trwa i nastąpić nie potrafi? Wydaje mi się że to chyba z obawy przed kolejnym rozczarowaniem, że znowu nam się nie uda... Ja podjęłam wyzwanie w kwestii ćwiczeń, wierzę w to że tym razem nie zrezygnuję, że nie pojawią się wymówki, że nie będzie musiało już być kolejnego poniedziałku, kolejnego jutra tylko wytrwam bo chcę się w tym zatracić, wypełnić swoją pustkę, chcę ufać sobie i sprawcy trx obiecałam że nie odpuszczę tym razem i jakby nie patrzeć ogłosiłam to na forum więc... 3majcie kciuki.

Pati, u Ciebie w domu/w życiu ja myślę że poniedziałek, że Twoje jutro zaczęło się wczoraj a jeśli chodzi o książki to dobrze wiedzieć że dzisiaj nastąpiło jutro już ja Cię tam przypilnuję :P


Patrycja - Kochana Kasiu, cieszę się, bo jak zawsze mogę na Ciebie liczyć :) No właśnie, wiele osób może na Ciebie liczyć, na Twoją szczerość, wiele osób prosi Cię o radę, przecież sama dobrze o tym wiesz, można na Tobie polegać. Skoro tyle osób w około Ci ufa to pytam Cię jak to się dzieje, że piszesz "chcę ufać sobie" Kurde Kasia nie chciej tylko ufaj.

Jeżeli chodzi o mój poniedziałek to masz rację nastąpił wczoraj, dawno wczoraj, wtedy zdałam sobie sprawę, że jak najbardziej prawdziwe jest powiedzenie "Jeśli myślisz, że niczego nie można zmienić to zmień myślenie" Na zmianie myślenia wszystko się kończy i  zaczyna, spotykasz odpowiednich ludzi, słyszysz odpowiednie słowa, wpada Ci do ręki odpowiednia książka.


sobota, 11 marca 2017

Nic się samo nie zmieni....Dzięki Matrusia :)

Chodzi mi po głowie tekst, który dostałam od Marty. Poszperałam trochę w sieci i już wiem skąd go wzięła 😊
Mam mieszane uczucia co do tego tekstu, podzielę się z Wami moimi rozważaniami, chętnie dowiem się co Wy o tym myślicie.

„Nic się samo nie zmieni” – chyba nie jest tak do końca, bo życie to jedna wielka zmiana, tylko czy zmieni się po naszej myśli ? Nawet jeżeli bronimy się przed zmianą to w naszym życiu mają miejsce wydarzenia, na które nie mamy wpływu, a które wywołują  chciane bądź nie chciane zmiany.
„Nie wystarczy zrozumieć jak powinno być”  Jak to czytam to widzę Kaśkę, i słyszę jej  a zarazem mój ulubiony tekst, którym mnie Kaśka kiedyś zastrzeliła.
„A gdzie to jest napisane ?” No właśnie, a gdzie to jest napisane jak powinno być ? Bardziej bym była skłonna powiedzieć,  że nie wystarczy wiedzieć czego się chce.
Z tym „chcę” to nie jest tak oczywista sprawa jak by się mogło wydawać. Może dla niektórych, szczególnie dla tych którzy wiedzą czego chcą to wyda się dziwne ale dla wielu z nas odpowiedź na pytanie" czego chcę ?" wcale nie jest taka prosta.
Zdałam sobie z tego sprawę zadając pytanie mojej uroczej znajomej, która powiedziała mi: Uwaga: "Wiesz, mój mąż by chciał, abym ja chciała tak jak on chce„ yyy... - no dobrze Aga, a Ty czego chcesz ?” i w tym miejscu nastąpiła cisza, Agnieszka powiedziała, że musi nad tym pomyśleć.
Tylko jeśli będziecie wiedzieć czego tak naprawdę chcecie w różnych obszarach waszego życia, będziecie mieli siłę aby się motywować się do działania.
Powoli zmierzam do kwintesencji  tego co napisała Marta, już wiemy czego chcemy, to naprawdę dużo, jednak to nie wystarczy.  Samo słowo chcieć kojarzy mi się z biernością, jeżeli będziemy chcieć i czekać to możemy się nie doczekać. Odpowiedz sobie na pytanie „Jakie bajki sobie opowiadasz aby czegoś nie zrobić ?”

Jeżeli czegoś naprawdę chcemy  to zaakceptujmy zmiany, stańmy się bardziej elastyczni,  bojąc się zmian tworzymy bariery. Jeśli chcesz to  przestań się bronić i wykaż się odwagą aby wyjść….jak to się ładnie nazywa ? ze swojej strefy komfortu.  Uwierz w swoją skuteczność, możesz zmieniać swoją rzeczywistość świadomie, poprzez świadome działanie.

środa, 8 marca 2017

Jestem Kobietą nie tylko w Dzień Kobiet :)




 Dzień Kobiet jest obecnie oficjalnie świętem w wielu krajach. Mężczyźni wręczają wtedy kobietą kwiaty, drobne podarunki, witają nas pysznym śniadaniem, piszą miłe wiadomości. Jednak czy tylko w takie święta chcemy się czuć jak kobiety? 
Czy to wystarczy nam na cały rok, w codziennym życiu? 



                                              Wbrew pozorom, dla nas Kobiet duże znaczenie ma działanie niezbyt skomplikowane np: zwyczaj puszczania kobiety przodem, otwieranie drzwi z samochodu, czasem podanie śniadania do łóżka itp.
Tak małe gesty a jak wiele dla nas znaczą. To informacja że jesteśmy dla drugiej osoby ważne, że ktoś się o nas troszczy.
Nie oczekujemy żeby mężczyzna nosił nas na rękach, ciągłej adoracji i uwielbienia niczym w brazylijskich serialach,  ciągłego słodzenia  bo w końcu nas zemdli…
Ale jak ważne i miłe są małe gesty.

Kiedyś usłyszałam „bo nie mam czasu, bo nie mam pieniędzy żeby gdzieś wyjść razem”. 
Uważam że nie trzeb mieć nakładów finansowych żeby iść razem na spacer do parku, wspólnie obejrzeć film pijąc gorącą czekoladę, kolacja przy świecach w zaciszu domowym. 
Brak czasu? Rano na dzień dobry buziak w czoło. Jesz śniadanie?  Można nim czasem zaskoczyć kobietę. Pozostawienie karteczki na stoliku z miłym słowem. Będąc w pracy -brak czasu? Idąc do toalety ;) wystarczy wysłać sms z uśmiechem, to trwa zaledwie parę sekund. Tak nie wiele a ile daje radości.
Jeśli to dla Ciebie jest ważne, znajdziesz sposób. 
Jeśli nie, znajdziesz wymówkę.

Są różni faceci, jedni mają to automatycznie w sobie i uważają że to takie oczywiste napisać rano drugiej osobie „dzień dobry”, wysłać buziaka, zapytać czy zjadłaś obiad, czy masz ochotę na herbatę z cytryną. Miałam okazję poznać takiego Troskliwego Misia ;)

To są tak zwykłe, proste i oczywiste gesty,  nie dla wszystkich wiem bo są różne osobowości  ale czy czasem jeśli Wam zależy nie warto nauczyć się ich i wprowadzić je w życie?
 Nie tylko na początku żeby zdobyć kobietę ale i później żeby pielęgnować tą miłość, to szczęście.

Często też słyszałam jak mężczyźni się burzą „czy tylko my się musimy starać, a co z Wami kobietami?”
Nie , nie tylko faceci! To działa w dwie strony, zachowanie równowagi  jest wskazane!
Ale pamiętajcie że my kobiety potrzebujemy tych małych gestów nie tylko w Dzień Kobiet, żebyśmy mogły się czuć potrzebne, najważniejsze i kochane ale na co dzień a wtedy myślę i my Wam się odwdzięczymy ;)

Kaśka tworzy posta specjalnie na Dzień Kobiet. Czekam z niecierpliwością :)


niedziela, 5 marca 2017

"Jak nauczyć się odpuszczać"

„Jak nauczyć się odpuszczać” to temat artykułu, który w dość nie bywały sposób trafił na moją skrzynkę …być może kiedyś o tym opowiem ale teraz kiedy tylko o tym myślę to mam ochotę zachować się jak mój dwulatek, który jak coś napsoci to staje przodem do ściany i udaje że go nie ma :) Więc póki co, tą historię sobie odpuszczę :)

Artykuł, o którym mowa zmusił mnie do refleksji, jest o nas kobietach i o tym jak łatwo przekroczyć granicę między zapobiegliwością a kontrolą.

Żyjemy w świecie, który promuje dążenie do celu, perfekcjonizm,  a od nas kobiet oczekuje się byśmy były idealnymi matkami, żonami, kochankami abyśmy miały perfekcyjnie czysty dom a do tego robiły karierę, a jeśli coś nie wyjdzie to zaczynamy analizować co zrobiłyśmy nie tak zapominając o tym, że nie na wszystko mamy wpływ. Na przykład doba ma tylko 24 godziny i choć nie raz chciałabym ze dwie dołożyć to...ni jak , nie da rady :)
I tu całym sercem zgadzam się ODPUŚĆ. Lśniąca podłoga naprawdę nie jest aż taka ważna.  Piątka jest wyznacznikiem sukcesu w szkole, piątka jest ważna, ale dla kogo  ? dla dziecka, czy dla Ciebie ?  Pamiętaj, życie nie stawia stopni, warto się czasem nad tym zastanowić.

Jak to ? Odpuścić ? Dlaczego więc zewsząd słyszymy „nie poddawaj się”, "dasz radę" itp.

Są sprawy, które tak trudno odpuścić bo zwyczajnie są dla nas ważne.
Ale ważne jest również zadbanie o trochę przestrzeni dla siebie, ważne jest żyć i nie oczekiwać, ważne jest pamiętać aby nie mierzyć innych własną miarą,  sama czasem o tym zapominam ale cudowne życie szybko ściąga mnie na ziemię :)
Kiedyś pewna przesympatyczna osoba zadała mi pytanie „Co zrobiłaś aby było inaczej? i to jest pytanie, które na stałe wcisnęło się między mnie i chęć narzekania, idąc dalej usłyszałam „Jak możesz robiąc to samo oczekiwać różnych rezultatów” YYY… No właśnie i jak tu odpuścić ?

Nie znam metod  ani technik, nawet nie wiem czy takowe istnieją, jak odpuszczać ? mogę jedynie podzielić się z Wami moimi prywatnymi sposobami a Wy w komentarzach podzielcie się swoimi :)
Staram się pamiętać, że łatwo o przesadę, staram się kontrolować  to co mogę kontrolować i staram się nie zapomnieć, że są rzeczy, na które nie mam wpływu i na  które nie chcę mieć wpływu.
Łatwo powiedzieć ale…zawsze jest jakieś ale…
Co znaczy odpuścić ? Co dla mnie znaczy odpuścić ?

Odpuścić to nie to samo co poddać się, odpuszczam ze spokojem z myślą że to nie ten czas, z myślą, że tak ma być a ja nie muszę tego teraz rozumieć. Odpuszczam z zaufaniem, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Odpuścić  to pozbyć się negatywnych emocji i szukać rozwiązania ze spokojem, odpuścić to zmienić nastawienie.
Kiedy już nie masz pomysłu, kiedy nie wiesz co zrobić, kiedy masz wrażenie że zrobiłaś co mogłaś  po prostu zostaw wszystko tak jak jest i poczekaj.
Są w życiu sprawy, których nie można zaplanować i przewidzieć, ale czy życie nie jest przez to piękniejsze ?
Nie chciałabym być źle zrozumiana, nie namawiam do odpuszczania, namawiam do spokoju, namawiam do wsłuchania się w siebie. I wręcz przeciwnie często namawiam do działania: „A może jednak spróbujesz ?”
Pewna historia Kaśki mi się tu przypomina, mam nadzieję, że Kaśka mnie nie udusi :) że o tym wspominam.
Kasiu pamiętasz miałaś słabość do pewnego mężczyzny, miałaś też mieszane uczucia co do niego, miałaś wątpliwości co do szczerości jego zamiarów. Pamiętasz ?  Zapytałaś mnie co masz zrobić.
A ja zapytałam czy oglądałaś „Alicję w Krainie Czarów”  (co ma piernik do wiatraka ?), tam jest taka scenka w której Alicja pyta królika:
- W którą stronę powinnam teraz pójść ?
- To zależy - odpowiada królik.
- Od czego ? Pyta Alicja.
- Od tego, w którą stronę chcesz pójść.
Powiedziałaś, że chcesz się z nim spotkać, zapytałam, dlaczego więc się z nim nie spotkasz ?
Bo wszyscy mówią mi bym dała sobie spokój, bym odpuściła.

Z tego miejsca chciałabym Cię Kasiu zapewnić, że możesz  liczyć, że doradzę Ci spróbuj, że będę akceptować Twoje decyzje nawet jeśli ja zrobiłabym inaczej, a jak będziesz płakać to możesz na mnie liczyć, przyniosę Ci chusteczki i  ode mnie nie usłyszysz „a nie mówiłam”  usłyszysz raczej  „żyjesz to czujesz”….

Sama nie raz dzwonię do Kaśki szlochając  mówię „żyję to czuję”  ale akceptuję swoje uczucia bo czy mogłabym docenić radość nie znając smutku ?
Czy mam jakąś radę ? Oczywiście mam, jednak należy pamiętać, że to nie są uniwersalne prawdy, to są moje prawdy, uważam, że każdy dochodzi do własnych.
Przede wszystkim staram się zachować dystans, bo większość rzeczy i tak nie zależy ode mnie, staram się pamiętać, że widzę tylko fragment, kadr  i nawet jeżeli coś nie idzie po mojej myśli to ze spokojem i ufnością patrzę w przyszłość mówiąc sobie „Patrycja jest dobrze”
Moja rada na koniec: ODPUŚĆ,  OWSZEM ALE NIE RÓB TEGO  JEŻELI POWODEM ODPUSZCZENIA JEST STRACH PRZED ŻYCIEM.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Jakie Siebie Kasi ;)




       W końcu Patrycja mnie dzisiaj natchnęła wyjaśniając nazwę Jakie Siebie i w sumie nie tylko tym… :)
Kiedy byłam jeszcze mężatką, zagubioną, niepewną Siebie, robiącą wszystkim w koło „dobrze” tylko nie Sobie, a moje małżeństwo wisiało na włosku odważyłam się pójść po pomoc do psychologa  i  w cale to nie było dla mnie łatwe i przyjemne… nie dla „Zosi samosi”.
Chodząc na terapię podobnie jak Pat dowiedziałam się że warto zadbać najpierw o Siebie.
Pytanie brzmiało „Co robię dla Siebie? Co robię dla Siebie, żeby poczuć się dobrze?” Na początku nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, później pojawiły się myśli… no jak co robię? Staram się dogadzać innym. Być dobrą mamą, żoną, siostrą, przyjaciółką, gdy ktoś miał problem odstawiałam wszystkie swoje smutki i problemy na bok i śpieszyłam z pomocą, stawałam na rzęsach żeby wszystko było zrobione w domu, terapia syna autystycznego, która pochłaniała sporo czasu, trzeba było pomóc mężowi, bratu, siostrze, mamie itd. Wtedy padło kolejne pytanie „Czy mam w dowodzie osobistym napisane zbawiciel lub cudotwórca?” Moja historia jest dłuuuuga i zawiła, proces mojej przemiany oj też nie był łatwy ( nadal trwa) bo jak tu nagle wygospodarować trochę czasu dla Siebie ? Dla Siebie czas, to strata czasu, przecież tyle rzeczy można zrobić w tym czasie…
Było bardzo trudno… na początku trochę się zmuszałam ale  wychodziłam sama z psem na krótkie spacery, kąpiel w ciszy, bieganie wieczorem , wtedy to była strata czasu dla mnie, miałam wyrzuty sumienia, że przecież  dzieci, mąż, w domu tyle do zrobienia!  Z czasem jednak poczułam się inaczej, jakoś tak dziwnie mi dobrze, byłam weselsza i powiem Wam że spodobało mi się to że mogę wyjść na spacer i krzywda nikomu się nie dzieje a w tym czasie mogłam spokojnie rozmyślać, oczyszczać się z negatywnych emocji, wyciszyć po całym dniu a spacery z psem wydłużyły się na  dobrą godzinę ;)
Obecnie wychowuje sama moich synów i nadal nie zatraciłam się w tym, mam dla Siebie czas na spacer, na książkę, na pisanie ;) i przede wszystkim mam czas dla przyjaciół (z Pat herbata o każdej porze jest dobra :) ). Owszem obowiązki też mam jak każda mama tym bardziej iż mój już 11 letni syn autystyczny teraz wymaga jeszcze większej pracy do tego 9 letni łobuziaczek ale wiecie co? to wszystko jest kwestia podzielenia na rzeczy ważne i ważniejsze…
Jeśli chcemy dbać o innych najpierw trzeba zadbać  o Siebie bo jeśli zadbamy o Siebie, o swoje dobre samopoczucie to i mamy więcej pozytywnej energii dla bliskich, łatwiej radzimy sobie z problemami dnia codziennego.
                                                            Jakie Siebie? 
                                             Siebie jest  NAJWAŻNIEJSZE :*